dj na wesele

Życiowe powołanie: dj na wesele

Kiedy byłem małą dziewczynką, marzyłem o tym, żeby zostać djem na weselach. Taka praca wydawała mi się fascynująca, tyle ludzi, tyle muzyki, wszyscy bawią się, jak im, literalnie, zgram. No, żyć, nie umierać. A do tego ładne kelnerki w okolicy, dobre jedzenie i zero problemów co zrobić ze sobą w sobotni wieczór.

Dj na wesele to nie tylko branża dla mężczyzn

dj na weseleKiedy z dziewczynki stałem się chłopcem (nikt nie traktował poważnie dziewczyny dja, nie rozumiem dlaczego – na spotkania narzeczonymi zawsze miałem gotowy zaprasowany na kancik wyjściowy dres), nareszcie mogłem spełnić swoje marzenia. Nie było to trudne, od lat ćwiczyłem puszczanie kiepskich miksów na full na osiedlu i umiałem kręcić zdartymi winylami. Jako dj mogłem się naprawdę spełnić w życiu. Nie przewidziałem, że gusta gości i młodej pary będą się czasami tak bardzo różniły od tego, co już znałem, więc obok hard metalu („Baby, baby”), puszczałem też polską klasykę („Majteczki w kropeczki”). Nie przeszkadzało mi to, lubiłem swoją pracę. Po jakimś czasie uznałem, że nie należy się ograniczać. Sam dj na wesele już nie wystarczał, moi klienci chcieli czegoś więcej, więc musiałem zostać bardziej konkurencyjny dla tych wszystkich zespołów, których naroiło się jak grzybów po deszczu i na świeżym oborniku. Dj wodzirej to było dokładnie to, czego potrzebowałem, żeby przyciągnąć więcej klientów i mieć zapełnioną każdą sobotę. Co znaczyło, że rocznie zaliczałem około pięćdziesięciu imprez, za które na dodatek zarabiałem
Biznes był z tego całkiem niezły, ale kiedy ożeniłem się z kelnerką, której kiedyś zadedykowałem „Jesteś szalona”, musiałem się ustatkować. Teraz oboje hodujemy pietruszkę i czasem puszczamy muzykę w sobotnie wieczory.